CHŁOPAK, KTÓRY NAUCZYŁ SIĘ KURCZYĆ
Lucas się nie ruszył.
Przez chwilę wydawało się, że zastanawia się, czy coś powiedzieć... albo zniknąć.
Policzki mu się zarumieniły. Jego palce zacisnęły się w pięści tak mocno, że zrobiły się czerwone.
"Madame... proszę," próbował, jego głos drżał. "Voucher pochodzi z Fundacji Sainte-Claire. Powiedzieli mi, że dziś mogę—"
Jej dłoń przecięła powietrze.
"Tu nie ma 'proszę'. Powiedziałem, że następny."
Starsza kobieta podeszła do przodu, ściskając torebkę. Może tego nie zauważyła. A może jednak tak było i wybrała pocieszenie zamiast odwagi.
Lucas automatycznie się odsunął na bok.
Jak ktoś przyzwyczajony do zmniejszania się.
LOBBY DOSKONAŁOŚCI
Hotel Le Céleste lśnił.
Świeża kawa w powietrzu. Podłogi tak wypolerowane, że odbijały żyrandole. Automatyczny fortepian grał melodię, której nikt tak naprawdę nie słuchał.
Przy schodach choinka lśniła eleganckimi, dyskretnymi światłami.
Wszystko szeptało smak.
Wszystko szeptało polecenie.
A pośrodku tego wszystkiego chłopak w znoszonych trampkach klęczał na marmurowej podłodze, zbierając podarte skrawki papieru, jakby były kawałkami jego godności.
Jego ręce drżały, gdy dopasowywał krawędzie.
Jakby papier mógł się sam uleczyć.