Panna młoda zemdlała podczas własnej ceremonii ślubnej i została uznana za d3ad z powodu podejrzenia zatrucia.
Została przeniesiona do kostnicy, wciąż ubrana w koronkową suknię, bukiet spoczywał na piersi, podczas gdy oszołomieni goście i milczący pan młody podążali za nią.
W kostnicy młoda pielęgniarka zauważyła coś niepokojącego: policzki panny młodej wciąż były różowe, skóra ciepła, usta nie niebieskie jak u zwykłego ciała. Gdy dotknęła jej dłoni, wydawała się żywa. Przyciskając ucho do piersi panny młodej, wydawało jej się, że słyszy ciche bicie serca.
W panice zadzwoniła do lekarza. Zbył jej obawy, wyjaśniając, że niektóre trucizny i reakcje pośmiertne mogą naśladować oznaki życia. Zapewnił ją, że oddział ratunkowy potwierdził śmierć.
Ale pielęgniarka nie mogła zignorować swojego instynktu.
Później tej nocy potajemnie ustawiła kamerę w pokoju izolacyjnym. Następnego ranka, przeglądając nagranie, zobaczyła coś przerażającego—panna młoda nagle łapała powietrze, jej palce zaczęły się poruszać, oczy otwierały.
Chwilę później do pokoju wszedł lekarz... W towarzystwie pana młodego.
Na nagraniu lekarz spokojnie powiedział, że dawka została starannie obliczona, a dokumenty wypełnione. Panna młoda, słaba, ale przytomna, została pomogła wstać i cicho wyprowadzona przez wyjście służbowe.
Pielęgniarka zrozumiała prawdę: panna młoda nie umarła. Została umieszczona w stanie farmakologicznie wywołanym na wzór śmierci. Rzekome zatrucie było inscenizowane.
