Kobieta, doświadczając bólów porodowych, zadzwoniła do męża. On, trzymając swoją kochankę w jednym ramieniu i telefon w drugim, chłodno odpowiedział: "Jeśli to dziewczynka, nie chcę jej wychowywać; będzie tylko ciężarem dla domu... Idź zamieszkać z rodzicami!" Potem się rozłączył.

Kobieta, drżąca z bólu porodowego, zadzwoniła do męża.
On, leżąc obok swojej ukochanej z jednym ramieniem wokół niej i telefonem przy uchu, odpowiedział chłodno: "Jeśli dziecko będzie dziewczynką, to ja jej nie wychowuję. Nie przyniosę kolejnego ciężaru do domu. Idź do rodziców." Potem zakończył rozmowę.

Następnego dnia, gdy wrócił do domu, życie, które myślał, że posiada, już nie należało do niego.

Tej nocy nieustannie padał deszcz na dachy Seattle. Silne wiatry trzęsły oknami starych ceglanych budynków na Kapitolu, a na czwartym piętrze wąskiego bloku mieszkalnego Emily pochyliła się z bólu, jedną ręką ściskając spuchnięty brzuch, gdy kolejny skurcz ściskał jej ciało.

Miała trudności z oddychaniem. Telefon leżał na kuchennym blacie. Drżącymi rękami wybrała numer męża.

"Jason... Jason, to się dzieje. Skurcze są teraz bliżej. Proszę, przyjdź. Boję się..."

Zapadła cisza na chwilę. Wtedy jego głos przeszedł przez ciebie, płaski i zirytowany.

"Chyba nie mówisz poważnie. Już ci mówiłam — jeśli to inna dziewczyna, nie licz, że zostanę. Nie zamierzam rozczarować drugiego."

"Mówisz, że podczas narodzin twojego dziecka?" Emily zawołała, jej głos się łamał.

"Jestem zajęty. Zajmij się tym sam."

Rozmowa się zakończyła.